O autorze
Z wykształcenia jestem matematykiem. Działam na rzecz poprawy przestrzeni miejskiej, zgodnie z zasadami zrównoważonego transportu. Jestem członkiem stowarzyszeń "Zielone Mazowsze", "Ochocianie Sąsiedzi", a także radnym dzielnicy Ochota w Warszawie.
Jestem zwolennikiem skandynawskiego modelu gospodarczego i społecznego.

Drogowa cywilizacja śmierci. Kilkaset ofiar więcej na polskich drogach po likwidacji fotoradarów.

Wypadek na skrzyżowaniu Dickensa i Grójeckiej w Warszawie po likwidacji fotoradaru.
Wypadek na skrzyżowaniu Dickensa i Grójeckiej w Warszawie po likwidacji fotoradaru. Zasoby własne
Stało się to co musiało się wydarzyć. Na skutek obrzydliwego lizusostwa polskich parlamentarzystów wobec piratów drogowych w tym roku na drogach ginie więcej osób niż rok temu. Jeżeli tendencja z pierwszego półrocza się utrzyma, będziemy mieli do końca grudnia prawie 250 więcej ofiar śmiertelnych na drogach niż w roku 2015.

Analizę wykonał Wiesław Migdałek: "W pierwszych sześciu miesiącach 2016 r. jest więcej wypadków i ofiar niż w tym samym okresie 2015 r. Z mojego modelu statystycznego wynika, że w tym roku w bezpieczeństwie na polskich drogach cofniemy się aż do poziomu z roku 2014." Trudno nie powiązać tego, ze decyzją o tym, że właśnie od 1 stycznia samorządom została zabrana możliwość stawiania i zarządzania fotoradarami. Tą haniebną decyzje podjęli polscy parlamentarzyści ze wszystkich partii pod koniec zeszłej kadencji. Podlizanie się piratom drogowym okazało się ważniejsze niż bezpieczeństwo i życie obywateli. W teorii fotoradary miały zostać przejęte przez Inspekcję Transportu Drogowego (tzw. krokodyle), ale ta nie okazała się nimi zainteresowana. W efekcie większość z nich stoi dziś owinięta w czarną folię i straszy po miastach, miasteczka i wsiach. A zwolennicy jazdy "szybkiej i bezpiecznej" z powrotem mordują w polskich wsiach, miasteczkach i miastach. Wszystko pod pretekstem tego, że dbanie o bezpieczeństwo to "łupienie kierowców", którzy musieli płacić mandaty za łamanie prawa. W końcu to skandal, żeby gminy egzekwowały prawo!



Przypomnijmy. Polska (razem Łotwą i Rumunią) to drogowy dziki wschód Europy. Liczba wypadków i ofiar kilkukrotnie przekracza standardy zachodnie. Szczególnie narażeni na niebezpieczeństwo są niezmotoryzowani uczestnicy ruchu. Szansa, że pieszy w Polsce zostanie zabity jest 2 razy większa niż w Czechach, 4 razy większa niż w Niemczech i prawie 10 razy większa niż w Holandii. Nie bez powodu mówi się że Polska jest piekłem pieszych. Mimo to rządzący nami parlamentarzyści robią wszystko, żeby ten stan utrzymać. Obok likwidacji fotoradarów posłowie przy każdej okazji podejmują decyzję o traktowaniu pieszych jako obywateli drugiej kategorii. Najpierw postanowiono ukarać pieszych obowiązkowym noszeniem odblasków poza terenem zabudowanym. W efekcie dużo łatwiej jest obecnie zwalić winę za wypadek na pieszego, zwiększając tym samym bezkarność kierowców. A za sprawą senatora Pocieja (PO) odrzucono projekt dający pieszym pierwszeństwo na przejściu dla pieszych (powszechne w każdym zachodnim kraju).

Rządzący bardzo wiele mówią o obronie przed cywilizacją śmierci jaka, rzekomo, panuje na zachodzie. Szkoda, że sami stworzyli nam drogową cywilizację śmierci, niespotykaną w krajach cywilizowanych, i tak dzielnie walczą o jej utrzymanie.
Trwa ładowanie komentarzy...